niedziela, 21 lutego 2016

Dlaczego nie możesz nie przyjąć krytyki?


Publikuję swoje opowiadania na pewnym forum pewnej gry. Publikuję i czytam twory innych; roi się tam od uroczo naiwnych romansów początkujących autorek w przedziale wiekowym siedem-jedenaście. Czasem jakieś skomentuję. Oczywiście sarkastycznie – sarkazm jest teraz w modzie. Sarkazm to nowe pojęcie profesjonalizmu.
Ale – nie daj borze! – żeby autorka nie przyjęła mojej profesjonalnej, sarkastycznej opinii! Och, ja już jej zrobię wywód. Nie umie przyjmować konstruktywnej krytyki! Hejt? Myli pojęcia! Przecież powiedziałam jej tylko, żeby przestała pisać! Nie moja wina, że pisze beznadziejnie, prawda? Prawda?
Prawda. Ale ty jej nie pomagasz.
Co jest prawdą: publikuję opowiadania na pewnym forum pewnej gry, czytam też inne prace i tak, są tam opowiadania dziewczyn z pierwszych, drugich, trzecich, czwartych klas podstawówki. Ale są tam też te dojżałe pisarki, które pół roku temu pisały prologi, zaczynając od „Cześć. Mam na imię…, mam lat… i jestem piękna”. Uważają bowiem, że mogą kogoś zmieszać z błotem, bo piszą lepiej (chociaż najczęściej i ich utwory są wątpliwej jakości). Uważają, że mogą komuś powiedzieć: „przestań pisać, bo się nie nadajesz”.
Przykład z tego samego forum: dziewczyna opublikowała prolog. Nic szczególnego, ale nie było źle. Jedna z tych wcześniej wspomnianych dojżałych pisarek poprawiła tekst (nie wypisując, co dokładnie tam jest źle; po prostu rzuciła opowiadaniem z łaskawym „masz”) i dopisała jedno słowo: „nudne, nie chcę nexta”. Zaraz po niej przyszła druga, dojżała pisarka. Tym razem wyjaśniła, co jest nie tak, to prawda, ale był jeden szkopuł – sama pisała z błędami. Wstawiała przecinki do prologu tam, gdzie ich być nie powinno i tak dalej. Poza tym jej ton był bardzo protekcjonalny i sarkastyczny. Wyśmiewała się – bo inaczej się tego nazwać nie dało – z błędów, które błędami nie były.
Gdy autorka spytała: „dlaczego nudne?” i oznajmiła, że poprawek nie wprowadzi, bo: 1) w pierwszym przypadku nie wie, co właściwie jest źle; 2) wie, że w drugim przypadku tylko pogorszy sprawę. Rozpętała się wesoła dyskusja – nieśmiertelne „mylisz pojęcia”, „musisz nauczyć się przyjmować konstruktywną krytykę”, „powinnaś zrozumieć...” – ciągnęła się przez dwie strony (jedna to dwadzieścia pięć postów), w międzyczasie wtrącały się osoby trzecie, biorące stronę dojżałych. Warto wspomnieć, że autorka nie otrzymała odpowiedzi na żadne z zadanych pytań. W końcu odpuściła i usunęła całe opowiadanie.
Taki cel miały zamiar osiągnąć te… krytyczki? Czyżbym dotychczas żyła w kłamstwie, że krytyka ma pomóc w rozwoju, a nie go blokować?
Nie wydaje mi się.
Nie jest to zresztą pojedynczy przypadek. Takie sytuacje zdarzają się wszędzie, na każdym forum, i o wiele częściej, niż powinny. Czy naprawdę autor nie ma prawa nie przyjąć krytyki? Czy zawsze ma się kajać przed krytykującym i dziękować mu za łaskawe zerknięcie okiem na opowiadanie?
Odpowiedź brzmi: nie. Tak samo jak krytyk ma prawo wyrazić swoją opinię, tak samo pisarz ma prawo jej nie przyjąć, a krytyk ma obowiązek (!) to zaakceptować. Oczywiście, przyjmowanie krytyki może pomóc w rozwoju – a raczej na pewno pomoże, jeżeli oddzielimy przydatną, konstruktywną krytykę od takiej, którą konstruktywną zwać się chce.
Niektórzy autorzy uważają swoje potworki za ósmy cud świata. Niektórzy hejterzy uważają wylewany jad za konstruktywną krytykę (łał, ile razy już powtórzyłam to wyrażenie w tekście!). Nie popadajmy ani w pierwszy, ani w drugi stan, i nie bądźmy na żaden z nich obojętni.
Oficjalnie otwieram Canapé à confidents!

zdjęcie: (c) foter, jm3

1 komentarz :

  1. Racja. Mi często zdarza się (mam nadzieję, że konstruktywnie i merytorycznie) krytykować teksty innych, ale nie oczekuję od innych żeby przyjmowali moje słowa bezkrytycznie. To byłoby mocno głupie, bo jednak mam tylko te naście lat. Jak zrobię dyplom z polonistyki, to będę miała prawo się wymądrzać.

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.